Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
rozważania o hodowli kotów
Autor Wiadomość
brimisie 
BRItozos adminos


Dołączyła: 28 Mar 2008
Posty: 3184
Skąd: Łódź
Wysłany: 23 Lipiec 2012, 21:56   rozważania o hodowli kotów

Przygotowuję artykuł na stronę i naszło mnie na refleksje...i bilans...

Hodowlą kotów zajmuję się siódmy rok
W tym czasie urodziły się u nas 53 kocięta.
Jedno kocię zmarło w wieku czterech tygodni. To był cios, którego nie zapomnę.
Zastanawiałam się wtedy nad zamknięciem hodowli,
bo to naprawdę straszne, gdy umiera maleństwo i nie jesteśmy w stanie nic zrobić.
Zastanawiam się wtedy po co mi to.

Nie potrafię niczego robić na pół gwizdka. Tak samo jest z kotami.
Hodowla to nie rozmnażanie kotki by mieć ładne puchate kuleczki. To przemyślane kojarzenia, ciągłe uczenie się i rozwijanie.
I to jest fajne, ale zabiera czas i im bardziej się angażuję tym bardziej żyję hodowlą, a inne rzeczy schodzą na plan dalszy.
Nie jest to łatwe również dla rodziny, która zaczyna mieć dość moich wyjazdów na kolejne wystawy, szkolenia i spotkania klubowe. Na niekończące się ślęczenie przed komputerem bo trzeba znaleźć ważne informacje czy skontaktować się z innymi hodowcami. To również porody i mioty w domu i całe życie podporządkowane kociętom.

a sama hodowla ?
To nie tylko zaangażowanie nas ludzi, naszego czasu i naszych co tu kryć dużych pieniędzy. To również wyrzeczenia i wiele trudnych decyzji.
Jeśli chcesz zostać hodowcą musisz zastanowić się po co?
Co takiego jest wartościowego w tej rasie, którą się pasjonujesz? co chcesz utrwalić a co wyeliminować.
A gdy już mniej więcej wiesz czego chcesz okazuje się, że dążenie do tego jest bardzo trudne.

zacznijmy od początku

Mamy dobrą kotkę, piękną,wartościową przedstawicielkę rasy.
Jej cechy potwierdzili sędziowie na wielu międzynarodowych wystawach. Wiemy też już co w naszej kotce jest najlepsze a co najsłabsze.
Mamy za sobą też badania pod kątem chorób, które mogłaby przekazać potomstwu czy też zarazić kocura. Znamy tez grupę krwi i możemy planować potomstwo.
Wydaliśmy już oczywiście majątek.
Ale jest fajnie, mamy fajne hobby, poznaliśmy mnóstwo równie zakręconych ludzi i jesteśmy szczęśliwi.
Udaje się znaleźć pasującego do naszej kotki kocura. czyli nie tylko takiego, który poprawi to co słabsze ale i nie popsuje dobrych cech naszej kotki. W dodatku grupa krwi się zgadza a właściciel kocura ( co nie jest wcale takie proste i oczywiste ) jest gotów naszą kotkę przyjąć do krycia.
czekamy na jej gotowość i kiedy nadejdzie ruja ( nie można tego przewidzieć ani zaplanować ) pędzimy z kotka na randkę.
Randka okazuje się owocna i wkrótce spodziewamy się kociąt.

to wariant optymistyczny.
Nasza kotka mogła okazać się nie tak dobra w typie jak nam się wydawało, a więc nie ma sensu jej rozmnażać.
Mogła mieć załomek czy inna wadę, która ujawnia się później a wyklucza kota z hodowli. Może tez zwyczajnie mieć problem z zajściem w ciążę czy donoszeniem i urodzeniem zdrowego miotu.

Zostajemy jednak przy wariancie optymistycznym.

czekamy na kocięta.
Uczymy się i konsultujemy z doświadczonymi hodowcami. Pytamy weterynarzy, a ci zapewniają nas, że kotki rodzą same i nie ma czym się martwić.
Jeśli znów dopisze nam szczęście to kotka będzie miała łatwy poród a my zdrowe kocięta i silną, dobrze zajmującą się i opiekującą potomstwem matkę.

Brytyjki jednak są masywnymi kotkami a ich kociaki mają duże główki i porody dość często wymagają pomocy weterynarza. Pojawiają się pierwsze łzy, gdy dla któregoś z kociąt poród jest za długi i mimo naszych i lekarzy starań nie udaje się go uratować. Śmiertelność kociąt w czasie porodów u znanych mi kotek brytyjskich wynosi nawet 35 %. Zdarza się, że wszyscy są cali i zdrowi, zdarza się, że przeżyje jedno kocię, lub żadne.
Brytyjczyki nie są tez kotami szczególnie płodnymi i najczęściej przyjmuje się pełen miot - trzy kocięta. 7- i 8-kociakowe mioty są zdecydowana rzadkością.
Hodowcy są szczęśliwi z czwórki czy piątki maluchów.

Mamy jednak ciut więcej szczęścia i mamy w domu czwórkę kociąt.
Pierwsze noce śpimy z głową porodówce stale monitorując czy wszystko jest w porządku.
Ważymy maluchy, przystawiamy do maminych sutków i choć jesteśmy maksymalnie wyczerpani to widok małych brytusiów przyssanych do zadowolonej matki wynagradza nam wszystko.

Nasza kotka jest dobra matką, wylizuje malce, karmi je i wszystko się dobrze układa.
Po trzech dobach, ponieważ wszystko jest dobrze możemy zacząć myśleć o powrocie do pracy.

Znów mamy szczęście. Maluchy rozwijają się prawidłowo. Odrobaczamy je, szczepimy, wprowadzamy nowe pokarmy do ich diety.
Zaczynają nam roznosić dom, więc przystosowujemy go tak, by był bezpieczny.
Nie są szczególnie psotne, wszak to brytyjczyki.
Nie mają problemów z nauką siusiania do kuwety, choć zdarzył się jeden wypadek i zasikały naszą ulubioną bluzkę, rzuconą na fotel.
Ktoś przegryzł kabel od drogich słuchawek, ktoś zrzucił z komody cenny bibelot ( nasza wina, trzeba było schować ), ktoś podrapał sofę zanim nauczył się drapać tylko drapak.
to wszystko drobiazgi. I tak mamy najfajniejsze na świecie kociaki i cała rodzina jest nimi zafascynowana i zakochana w nich.

Niestety nie zostawimy ich wszystkich więc czas szukać domów.
I zaczyna się stres. czy to dobrzy ludzie? Czy pokochają naszego malca? Czy będą o niego dbali do końca życia ? czy tez znudzi im się, gdy zaczną się wakacje, gdy zacznie chorować, napsoci lub zestarzeje się ?
czy zadbają o bezpieczeństwo i zabezpieczą okna by nie wypadł ? czy usuną trujące rośliny ?

Kolejny raz los się uśmiecha i wszyscy nowi opiekunowie naszych skarbów są odpowiedzialni, czuli i zafiksowani pozytywnie na punkcie kota.

Przychodzi trudny moment rozstania. Martwimy się jak maluchy zaaklimatyzują się w nowych domach i cieszymy się każdą dobra nowiną i każdym zdjęciem.
przez najbliższe lata nic się nie zmieni.

Mieliśmy bardzo dużo szczęścia.

Ponieważ chcemy hodować z sensem zaczynamy myśleć o rozwoju czyli powiększeniu stada.
Kupiliśmy więc kolejna kotką, bądź zostawiliśmy z miotu najlepszą.
Znów wystawy. Kotka rozwija się fantastycznie, nie pomyliliśmy się w wyborze.
W dodatku obie nasze kotki się nie tylko akceptują, ale wręcz uwielbiają.
Starsza odpoczywa i nie mamy problemu z nadchodzącymi jedna za drugą, w dodatku zbyt wcześnie po miocie, rujkami. Młodsza nawet nie myśli o macierzyństwie zanim nie osiągnie idealnego wieku 15-18 miesięcy.

Po jakimś czasie znów mamy kociaki. Wszystko układa się dobrze.
Mamy kolejne zdrowe malce, wzorowe porody i kolejne świetne w typie kociaki.
Warto byłoby tego nie tracić i znów przeznaczyć te najlepsze do hodowli.
Ponieważ dobra hodowla opiera się na dobrej selekcji nie marnujemy potencjały i zostawiamy kolejną świetną kotkę.

I w ten sposób po kilku latach mamy w domu stado.
Stado to rozwój hodowli i nadanie naszej pracy hodowlanej sensu.
Stado to tez problemy.
Więcej kotek, więcej miotów.
Dokupiliśmy tez kotkę lub kocura z innej linii, by nie opierać się tylko na jednej.
W końcu stajemy przed dylematem co dalej ?

Co z najstarszymi kotami?

Kastrujemy je i zostawiamy w domu na zasłużonej emeryturze czy szukamy im innego domu i zwalniamy miejsce na kolejnego młodego kota?
z punktu widzenia hodowli powinniśmy wybrać to drugie rozwiązanie. Bo hodowla musi się rozwijać.

Mamy do wyboru różne opcje:

- oddajemy kastraty,
- zostawiamy kastraty i blokujemy miejsce,
- nie zwracamy uwagi na ilość kotów i stale zwiększamy stado.
- zwalniamy ( mamy nawet na to w świecie hodowców termin : tzw slow breeding )
- szukamy domu do podhodowli ( bardzo popularne rozwiązanie w krajach skandynawskich )

w każdym razie czekają nas trudne decyzje.

Czasem trzeba oddać kota. Czasem po kastracji jego pozycja w stadzie zmieni się tak bardzo, że okrucieństwem jest pozostawienie go w nim. Jeśli nasza ukochana najstarsza kotka żyje w ciągłym stresie, jest bita i prześladowana przez inne, młodsze koty musimy coś zrobić. Niestety nawet kastracja całego stada nie daje gwarancji na poprawę stosunków. Wtedy najlepszym dla kota rozwiązaniem jest znalezienie mu nowego domu, gdzie będzie sam lub z jednym spokojnym kastratem i będzie szczęśliwy.
Ale nawet jeśli nam się uda i taki dom będzie domem nam zaprzyjaźnionym, czy tez domem kogoś z bliskiej rodziny i tak mamy świadomość, ze ten nasz kot przeżył to wszystko na nasze życzenie. To my i nasze decyzje o prowadzeniu i rozwijaniu hodowli spowodowały taką sytuację.

Nawet jeśli mamy ogromny dom, musimy pamiętać, ze koty to nie zwierzęta stadne.
Owszem większość brytyjczyków dobrze czuje się w grupach, ale te grupy nie mogą być zbyt duże.
W końcu zacznie dochodzić do spięć, do zazdrości, do chwilowych zachwiań hierarchii w zależności od tego, która kotka akurat ma kocięta.
Jeśli koty się lubią i dobrze ze sobą czują to wspaniale.
Często kotki wspólnie wychowują mioty.
U nas kociakami zajmuje się nie tylko matka, ale i ciotki.
Zdarzało się, że dwie kotki jednocześnie karmiły kocięta i swoje i nieswoje i wychowywały je razem.
Wymaga to jednak dużo pracy z kotami, dużo czasu i zaangażowania.

Hodowla zaczyna nam pożerać coraz więcej czasu.
Pojawią się tez prędzej czy później problemy.
Albo z naszymi kotami, albo z kociętami w domu, albo z tymi które nie mieszkają już u nas.


I zaczynamy się zastanawiać po co to robimy?

Bo nasze wyhodowane koty odnoszą jakieś tam sukcesy na wystawach ( czyli udało nam się zrealizować podstawowy cel hodowli ) ?
By nabywcy naszych kociąt mogli cieszyć się swoimi ukochanymi brytusiami ?

a co zostaje dla nas?

satysfakcja?
kilka własnych kotów w domu, tych urodzonych u nas i u nas wychowanych,
zadowoleni nabywcy ?

to dla nich przecież także hodujemy.
To dzięki nam mogą cieszyć się swoim pupilem.
Tyle, ze robimy to bardzo dużym kosztem i często nikt naszej pracy nie szanuje.


Mój bilans:

15 miotów.
53 kocięta.

W tym Elmo, który umarł na moich rekach w wieku czterech tygodni.
Czesiu, który ma chore serce a jego choroba się stale rozwija i jedyne co możemy zrobić to spowalniać jej rozwój i łagodzić objawy.
I ostatnio Hikari, która będzie zdrowa gdy wyleczy naderwane więzadło, ale musi przejść rehabilitacje.

52 kocięta.
1 za tęczowym mostem, 1 nieuleczalnie chore.

1 kocię, które wróciło z nowego domu.

Każde z tej czwórki to kilka moich siwych włosów więcej...

trudne chwile:

- porody, przy których zawsze się stresuje.
- śmierć Elmo,
- diagnoza Czesia,
- choroba Hikari,
- odkupienie kociaka od nowych właścicieli,

- ciężki miot M, który z powodu choroby Astry musiałam odkarmić sama. półtora miesiąca nieprzespanych nocy. Półtora miesiąca, gdy nie wyszłam z domu na dłużej niż dwie godziny.
Prawie trzy tygodnie codziennych wizyt u weterynarza z kotką lub kociakami, w tym 10 dni wizyt rano i wieczorem.

- ropomacicze u mojej najpiękniejszej kotki - leczenie, konsultacje i decyzja o szybkim kryciu, w trzeciej rui po wyleczeniu.

- miot Hatsu, który nie mieszka u mnie.
Miałam kotkę, zbyt wartościową by ja wypuścić z rąk, ale też kotkę, której z uwagi na dobro moich kotów nie mogłam zatrzymać u siebie.
Wiem, ze u Sylwii jest jej dobrze.
Wiem, że niczego jej nie brakuje. Ani jej, ani kociętom. A jednak gdy zdarzył się ten wypadek z połkniętym owadem i chorobą Hatsu, denerwowałam się bardziej, niż gdyby zdarzyło się to u mnie. Nie potrafię odpuścić, choć bardzo się staram. Trudno mi zaakceptować, ze wszystko może być dobrze i niekoniecznie tylko ja mogę to zrobić by tak też było.

Wiem już, że nie zdecyduję się na kolejny raz z innym kotem.
Musze mieć swoje koty u siebie.

Nie potrafię też rozstać się z moimi kastratami.

Nie mogę więc mieć więcej kotów, bo jestem winna jakiś komfort moim własnym.

Wiem tez, że prędzej czy później zachoruje, a także odejdzie każdy mój kot i każdy kot, który u mnie się urodził.
A ja za każdym razem będę to przezywać tak samo. I za każdym razem będę się czuła odpowiedzialna.

I chyba mam już dosyć...



Po wyleczonym ropomaciczu, zgodnie z zaleceniami weterynarzy i doświadczonych hodowców pokryłam Astrę.

W czwartek urodziła dwa kocięta.

Za dwa miesiące urodzą się też kocięta Baleriny i Fleur.
I być może będą to ostatnie mioty w mojej hodowli.

Ja już mam moje cudowne brytyjczyki:

moje własne:

Astrę, Fleur, Ihaba
i te mniej już moje:

Avę, Abirę,
Bonnera, Belitkę, Barreta, Bastiena- Wacika i Barrikę,
Coco i Cookie Queen - Panny Piprztyńskie, Carmelka, Candy i Creme Boya - Czesia,
Dexterka-Okruszka i Desmonda - Grubą Bertę,
Eloya - moje cudo, i Emila
Farę, Flavię i Flavia,
Guido, Godrica, Grace i Gustawa,
Hikari, Hatsu, Hoshi i Hanę,
Ilaya, Iana, Ibbie, Inari i Indirę,
Jamala i Jakirę, oraz bardzo daleko Jalenkę i Jivę
Kamala i Kaarlo,
Lafayetta,
Madhuri, Meirę i Macario,

maluchy N i noworodki O

o każdym mogę opowiadać długo, każdy ma swój niepowtarzalny charakter,
każdy jest niezwykłym przedstawicielem rasy i całego magicznego kociego gatunku.
Każde z tych kociąt rodziło się i łapało swój pierwszy oddech na moich rękach.
Każde karmiłam pierwszym mięskiem, chrupkami, czasem mlekiem.
Starałam się jak najlepiej.
_________________
 
 
 
Małgosia 
BRIeminencja


Wiek: 40
Dołączyła: 29 Mar 2008
Posty: 2409
Skąd: Łęczna k. Lublina
Wysłany: 23 Lipiec 2012, 22:15   

Olga i za to wszystko wielkie dziękuję dla Ciebie
Belitka jest naszym skarbem- to tylko dzięki Tobie
_________________

 
 
Sylwia 
BRIeminencja


Wiek: 34
Dołączyła: 27 Wrz 2009
Posty: 1820
Skąd: Łódź/Pabianice
Wysłany: 24 Lipiec 2012, 00:31   

Olga, osobiście bardzo dziękuję Ci za te rozważania,
one na pewno bardzo mi pomogą w moich przyszłych decyzjach.

Odchowanie kociąt, to w czym teraz Tobie pomagam, to fantastyczne przeżycie, każdego dnia przeżywam czego nowego się nauczyły, jestem z nimi jak najwięcej by były jak najbardziej 'uczłowieczone', cieszę się ogromnie kiedy widzę, że się udaje, widzę jak one przywiązały się do nas, jak ufają, jak przybiegają, każą się brać na ręce itp, itd....

odchowanie maluszków to też bardzo dużo pracy, ale bardzo przyjemnej, takiej, która pomaga się 'odstresować', ta praca akurat mnie cieszy,
ale ja cały czas mam w głowie myśl, że to jest ten optymistyczny scenariusz, o którym piszesz, że udało nam się, powiedzmy, bez większych problemów,
wciąż nie wiem, jak udźwignęłabym jakikolwiek pesymistyczny scenariusz, czy w ogóle bym udźwignęła jak to się udaje Tobie,

właśnie dlatego żeby nie robić nic 'na pół gwizdka' wciąż mam wiele dylematów, to wynika po prostu z odpowiedzialności,
teraz kiedy Nynusie mają już 7 tygodni, kiedy tak się zżyliśmy, nie wyobrażam sobie, że któreś mogłoby odejść,
a przecież w hodowli różnie bywa, jak w przypadku Elmo [*]
i nikt tu nie zawinił, tak widocznie musiało być, choć zupełnie nie rozumiemy dlaczego...

to co do tej pory robiłaś ma ogromny sens, choćby dlatego, że dzięki Twojej pracy mamy swoje wymarzone brytusie, ja - moje oczko w głowie Farę i Hatsu, Monika - Piprztyńskie, Fredka (przepraszam, że tak zawęziłam, to dotyczy oczywiście wszystkich Brimisów i ich cudownych właścicieli),
również dlatego że mogłyśmy się wszystkie zaprzyjaźnić i okazało się, że znalazłyśmy osoby, które nadają na takich samych, pozytywnie fiśniętych falach, a to wszystko dzięki Twojej pracy i pasji, teraz możemy spotykać się od czasu do czasu na kawkę, rozmawiać bez końca o naszych misiach i wymieniać się doświadczeniami...

ale, jak napisałaś, nie obywa się również bez siwych włosów,
bo do tego trzeba być naprawdę mocnym człowiekiem,
tak jak Ci ostatnio mówiłam, Ty jesteś silna,
kiedy Hatsu zachorowała, Ty zachowałaś od początku do końca zimną krew, ja, kiedy było z nią źle, wyłam jak bóbr i obwiniałam się, choć nikt niczemu tu nie zawinił,
ciągle utwierdzam się, że decyzja o hodowli to naprawdę trudna decyzja i nie powinna być podjęta pod wpływem chwili,
obcowanie z maluchami i wychowanie ich to cudowne chwile, ale przecież to tylko ta jedna strona medalu, o drugiej właśnie napisałaś i nie jest ona łatwa,

jakiekolwiek będą Twoje dalsze decyzje, pamiętaj, że dla nas wszystkich to co zrobiłaś do tej pory ma ogromny sens - mamy swoje ukochane, pozytywnie fiśnięte Brimisie i nie wyobrażamy sobie by mogło być inaczej :heart:
_________________


Pustki po Tobie nie da się wypełnić Hatsuniu.... [*]
 
 
Gosia N 
BRIeminencja

Wiek: 43
Dołączyła: 01 Kwi 2008
Posty: 1376
Skąd: Grudziądz
Wysłany: 24 Lipiec 2012, 08:51   

Olga bardzo dziękuję z tak wspaniały opis :serduszka2:
_________________
 
 
Gość

Wysłany: 24 Lipiec 2012, 13:39   

Takie bilanse się robi,gdy zaleje nas fala goryczy.
Gorycz,którą upychamy,upychamy,pokazując twarz niezłomną i nieugiętą,
wcale się nie utylizuje w zakamarkach psychiki,tylko czeka,czeka.... na odpowiedni moment.... no i mamy tsunami,podane elegancko,merytorycznie,
ku zastanowieniu i przestrodze... i przed ostatecznym pożegnaniem :?:
TSUNAMI GORYCZY.
A co Olgo z tą wiedzą,doświadczeniem,pasją,uczciwością,dobrą radą - tym
wszystkim co zgromadziłaś przez te lata :?: Nie tylko dla siebie :!:
ale i DLA INNYCH :!: No co :?: :?: :?: :?: :?: :!:
 
 
Walentyna 
BRIeminencja


Dołączyła: 25 Wrz 2010
Posty: 3273
Skąd: Łódź
Wysłany: 24 Lipiec 2012, 13:51   

Anonymous napisał/a:
Takie bilanse się robi,gdy zaleje nas fala goryczy.
Gorycz,którą upychamy,upychamy,pokazując twarz niezłomną i nieugiętą,
wcale się nie utylizuje w zakamarkach psychiki,tylko czeka,czeka.... na odpowiedni moment.... no i mamy tsunami,podane elegancko,merytorycznie,
ku zastanowieniu i przestrodze... i przed ostatecznym pożegnaniem :?:
TSUNAMI GORYCZY.
A co Olgo z tą wiedzą,doświadczeniem,pasją,uczciwością,dobrą radą - tym
wszystkim co zgromadziłaś przez te lata :?: Nie tylko dla siebie :!:
ale i DLA INNYCH :!: No co :?: :?: :?: :?: :?: :!:


Autorką jestem ja. Zostałam wylogowana w trakcie pisania /była dłuższa przerwa-musiałam odebrać telefon/
_________________
"Człowiek jest cywilizowany na tyle, na ile potrafi zrozumieć kota"
Jean Cocteau
 
 
brimisie 
BRItozos adminos


Dołączyła: 28 Mar 2008
Posty: 3184
Skąd: Łódź
Wysłany: 24 Lipiec 2012, 14:13   

Zmęczenie materiału :roll:
Nazbieralo się ostatnio.

Tylko w tym roku:
miałam ciężkie dwa miesiące z miotem M i ich chorującą matką,
odkupilam swojego kociaka,
Czesia choroba po dwóch latach stania w miejscu przypomniała sobie o kotku i zrobiła spory postęp :sad:
Hikari się rozchorowala i w tym samym czasie przez głupi, nieprzewidywalny przypadek omal nie straciliśmy Hatsu,
No i Astra. Udało się wyleczyć ropomacicze, ale musiałam ja pokryć ledwie dwa miesiące po porodzie. Dziś już wiem, ze to było najlepsze wyjście, bo macica się zregenerowała i oczyscila, ale stres był duży.
I dowiedziałam się, ze Jalenka nie mieszka już we Włoszech tylko Słowenii :roll:
Mam w kontrakcie warunek, ze kot nie może zmienić właściciela bez mojej zgody i mogę kota odkupić, ale kot " tylko" zmienił miejsce zamieszkania, a właścicielem nadal jest hodowla, do której kotke sprzedałam.
Dostałam mail ze Słowenii i zdjęcia Jalenki, ale jakoś tak mi dziwnie.
_________________
 
 
 
Gość

Wysłany: 24 Lipiec 2012, 14:16   

Dla nas jestes i zawsze bedziesz Hodowca Idealnym, Olga.
W chwilach dobrych i tych gorszych zawsze bylas przy swoich kotach i z nami. To jest cos, czego nigdy nie zapomne i zawsze Ci za to bede dziekowac.
Codziennie patrze na Piprztynskie i Fredka z nieustajacym zachwytem i zastanawiam sie co by bylo, gdybys nie pojawila sie w naszym swiecie 4 lata temu. Nie wiem i nawet nie chce sie domyslac.
Wiem, ze zawsze mozemy na Ciebie liczyc, my wszyscy w Bri-Misiowej Rodzinie, i nawet jezeli zdarzy sie kiepski dzien, prosze, pamietaj, ze ten Twoj bilans jest zdecydowanie na plus. Tego jestesmy pewni wszyscy :grin:
 
 
Monika Kotwica 
BRIeminencja


Wiek: 39
Dołączyła: 27 Paź 2008
Posty: 1078
Skąd: Łódź
Wysłany: 24 Lipiec 2012, 14:18   

Powyzszy post zostal napisany przeze mnie, tylko zdarzylo mi sie to samo co Walentynie :oops:
_________________
Monika + Queenie + Coco + Fredek :)
 
 
Marta 
BRItozus moderatorus


Wiek: 48
Dołączyła: 21 Kwi 2008
Posty: 3456
Skąd: Lulea
Wysłany: 24 Lipiec 2012, 19:17   

Olga, ja podziwiam Ciebie za tą siłę jaką masz w sobie
taka mała i drobna kobitka ciałem a taka mocna duchem

Ja decydując się na hodowlę wiedziałam iż hodowla to nie tylko słodkie kociaki
wiedziałam iż prędzej czy później przyjdą przeszkody
pierwsze przeszkody zaczęły się już na samym początku
dobrze wiesz jak długo czekałam na mój pierwszy miot

Nie mam takiego doświadczenia i tyle nie przeszłam
ale mam dokładnie te same nurtujące mnie pytania

kilka tygodni temu przez fałszywie pozytywny wynik testu
cała moja hodowla stanęła pod znakiem zapytania
4 dni stresu - wtedy zdałam sobie sprawę jak ważna jest dla mnie hodowla
i jak wiele dla mnie znaczy
_________________
 
 
Walentyna 
BRIeminencja


Dołączyła: 25 Wrz 2010
Posty: 3273
Skąd: Łódź
Wysłany: 26 Lipiec 2012, 13:22   

Olgo,jak samopoczucie :?:

I co słychać u noworodków O :?: :heart:
_________________
"Człowiek jest cywilizowany na tyle, na ile potrafi zrozumieć kota"
Jean Cocteau
 
 
dagmara 
BRIeminencja


Wiek: 44
Dołączyła: 03 Sty 2010
Posty: 1423
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 27 Lipiec 2012, 07:16   

Olgo kochana! Z tego, co piszesz wyziera syndrom wypalenia hodowlanego. Jedyne, co w tej chwili jest Ci potrzebne, to odpoczynek. Najlepiej samej z dala od domu, kotow, miotow i zmartwien. Gdzies, gdzie moglabys w spokoju pobyc sama ze soba i nabrala dystansu. Wiem, ze to bardzo trudne do zrobienia, ale moze pomysl o czyms takim i jakos to wplanuj? Ten rok ostatni przeczolgal Cie okrutnie. Nawet nie moge sobie wyobrazic JAK dalas rade nie spac przec 2 miesiace. I dlatego tak bardzo Cie podziwiam. I dlatego nalezy Ci sie najwiekszy szacunek!

A tak w ogole to przyszlam Ci powiedziec, ze jestes jednym z najcudowniejszych Ludzi (i hodowcow) jakich znam! Olga, prosze Cie, nie watp w siebie nigdy! Twoje koty sa najpiekniejsze! Nie wazne, ze nie zawsze wygrywaja wystawyy i dostaja medale, drapal to pies. Dla nas, dla ich Panc i Panciow sa chodzacymi idealami.:serduszka2:
 
 
brimisie 
BRItozos adminos


Dołączyła: 28 Mar 2008
Posty: 3184
Skąd: Łódź
Wysłany: 27 Lipiec 2012, 14:46   

hej,

noworodki O mają się świetnie,
jedzą, śpią, ziewają i przeciągają się rozkosznie,
ich mama też ma się świetnie nawet zlitowała się nade mną i zarzuciła pomysły przenoszenia dzieci.
Szkoda tylko, że chce zamordować Eloya i w związku z tym muszę ich rozdzielać.
Dlatego ciągle zamykamy któreś drzwi i albo dostęp do całej chałupy ma Astra i Schab, a Eloy siedzi w jednym pokoju, z którymś z innych kotów do towarzystwa. Albo zamykam Astrę i Schaba z dziećmi i wypuszczam Eloya.
Trochę to upierdliwe, ale inaczej się nie da.
Eloy głupek sam nakręcił Astrę.
Chodził luzem po chałupie ( bo Schabik tylko gada do niego a Eloy nie bardzo się tym przejmuje ) i przylazł do dzieci. Astry akurat nie było.
Eloy stanął nad budką i nasyczał na maluchy. Stałam obok i pilnowałam. Gdy tylko nasyczał wiedziałam, ze będzie dym. Złapałam go szybko bo Astra już biegła z rządzą mordu w oczach. Zanim dopadła do budki już Eloya wyniosłam, a ona tylko sprawdziła czy wszystko z dziećmi ok i uwaliła się na nich jak kwoka. tak na wszelki wypadek.
Oczywiście doskonale wiedziała kto tam był i od tego momentu chce Eloya zabić.

Bardzo zły moment na przechowanie kota.
Na szczęście reszcie stada zupełnie nie przeszkadza gość. Balerina i Cortina to nawet same się pchają do niego i śpią z nim. W końcu jedna to jego matka, a druga jego pierwsza i jedyna miłość :wink:

Daga, odpocząć od kotów nie mogę, bo mam kocięta.
no i Eloya jeszcze przez kilka dni.

W każdym razie Astrę na bank wyleczyliśmy skutecznie z ropomacicza a to duży sukces. Maluchy są zdrowe, silne i świetnie się rozwijają.
I oby tak dalej.
Jeśli Balerina i Fleur zaciążyły to za dwa miesiące będę miała ich mioty i potem wszyscy pójdą do wycięcia, albo do zaczipowania. Właśnie doczytuję o możliwościach czipowania kotek. Chciałabym zablokować wszystkich na dłuższy czas niż mogę tabletkami. I wtedy odpocznę.
_________________
 
 
 
Walentyna 
BRIeminencja


Dołączyła: 25 Wrz 2010
Posty: 3273
Skąd: Łódź
Wysłany: 27 Lipiec 2012, 17:56   

Cytat:
Chciałabym zablokować wszystkich na dłuższy czas niż mogę tabletkami. I wtedy odpocznę.
_________________


...czego i ja życzę Ci z całego serca :heart:
_________________
"Człowiek jest cywilizowany na tyle, na ile potrafi zrozumieć kota"
Jean Cocteau
 
 
Carmella 
BRIeminencja


Dołączyła: 08 Kwi 2008
Posty: 1589
Skąd: Podbeskidzie
Wysłany: 29 Lipiec 2012, 12:57   

Olgo, sama nie wiem co napisać. Podsumowanie hodowli takie mądre napisałaś.

Jednak słowa, że już być może mioty na które czekasz będą ostatnimi bardzo mnie zasmuciły - tak egoistycznie to piszę. Jesteś wspaniałym hodowcą i bardzo bym chciała mieć właśnie od Ciebie. Póki co niestety nie mogę zabrać kolejnego kota do siebie. Muszę myśleć o tych, które już mam przede wszystkim.

Wypuściłaś piękne koty w świat. Możesz być dumna z siebie. Takie podejście do hodowli jak Twoje, jest wzorcowe. Cokolwiek postanowisz - trzymam kciuki i jestem z Tobą.
_________________
Pozdrawiam, Justyna
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org poprawka v1.1 by DRaGoN
Hodowla Kotów Brytyjskich Bri-Misie*Pl